4# Dokumentalistyka filmowa: Problemy na każdym etapie.

Pięć miesięcy temu była piękna wizja, trwała długo. Były problemy na każdym etapie produkcji.
Jak to ostatecznie wyszło?
Zrobiłem film, który pozostanie do oceny dla komisji i widza.

Ale od początku:

Plan zdjęciowy odbędzie się na mieszkaniu u kolegi Szymona, który również gra w filmie.

Dwa tygodnie przed rozpoczęciem zdjęć zdaję sobie sprawę, że termin 27 kwietnia 2019 upadnie. Coś mi świta w głowie, że zapomnieliśmy o jednej ważnej sprawie. Piszę do Szymona:

– (Ja) – Ej 27 to nikogo nie będzie u Ciebie na mieszkaniu co nie?
– (Szymon) – Nie wiem.

No to wszystko wiadome. Termin upada. W głowie same pytania: kiedy zaczniemy nagrywać, kiedy ja to zdążę zmontować, jak to pogodzę z uczelnią, weselem siostry i innymi sprawami?

Szukam pomysłów na inny termin.

Może 4 Maja?  – Boże jak późno!

Tak sobie dryfuję, przelatuje przeze mnie nieprzyjemny dreszcz. Ciągle nudzę Szymona o inny termin w którym moglibyśmy nagrywać – przepraszam za bycie upierdliwym.

Powoli zaczynam skupować rekwizyty potrzebne do zdjęć.

Pierwszy raz kupuję papierosy. Wywiązuje się dyskusja w sklepie:

– (Ja) – Marlboro Goldy jaki mają filtr, brązowy?
– (Pani) – Chyba tak.
– (Ja) –  To poproszę.

Budzę się to myślę o filmie,
biorę prysznic to myślę o filmie,
jestem w kościele to myślę o filmie.

Pojawia się propozycja i pytanie. A może nagramy zaraz po świętach wielkanocnych.  Pełna zgoda.
Ustawiamy wszystko pod ten termin. Zwolnienia lekarskie, wypożyczalnia sprzętu poinformowana, wszystko praktycznie gotowe.  Oczywiście, jak nie idzie, to nie idzie. znów losowe sytuacje powodują przesunięcie nagrań.

Mieszkanie było zajęte, nie przeskoczy. Zdarza się.

Z racji tego, że ciągle pojawiają się takie problemy to mimo wszystko coś trzeba działać dalej. Jedna z potrzeb to lektor – ściślej to dwóch.

Pisze do odpowiedniej firmy czy użyczą takiego głosu. Użyczą.

W międzyczasie robię przemyślunek i jadę na kolejne zakupy – potrzeba więcej rekwizytów.

W Ikei trochę kupię, z domu coś wezmę, od znajomej pożyczę.

28 kwietnia, niedziela

Dostaje informacje od Szymona, że na dniach nagrywamy. Nadzieja powraca.

29 kwietnia, poniedziałek

Jest informacja! Nagrywamy!
Pakuję się.  Załatwiam potrzebny sprzęt. Zaczynamy pracę od 18:30, bardzo dużo się śmiejemy, czasem za dużo. Zdjęcia z opóźnieniem kończymy o 1:30 drugiego dnia.
Wtorek to gonitwa z czasem – trzeba się wyrobić z nagraniami, porozmawiać z lektorem o nagraniach które przygotował, oddać na czas obiektyw i nic nie zepsuć.

Jak to się udaje, że nic się nie zepsuło to chyba oznaka, że jakiekolwiek szczęście nam sprzyja.

Historia z wypożyczonym obiektywem:
Zegar wisi na ścianie. Na komodzie, pod zegarem leży aparat. Zegar spada na aparat. A aparat spada na ziemię z obiektywem. Zawał, mikrowylew – wszystko po trochu. Na szczęście działa.


I tak dochodzimy do dni spędzonych w czterech ścianach. Montuję film. Mam ciągłe obawy, z dnia na dzień czuję się gorzej.
Rzeźbie swoje pierwsze dziecko, bardziej boję się, że będzie niepełnosprawne. Zbyt dużo myśli, że wyjdzie z tego gniot, paździerz, gówno.
Pięć miesięcy pracy, wyrzeczeń i wydanych pieniędzy – efekt końcowy nie wiadomo jaki. Jestem tym wszystkim przesiąknięty, najlepiej by było opuścić statek na parę miesięcy, ale na to nie ma czasu.

Ryzyko wielkie, czuję, że nie każdemu się podoba. Niektórzy reagują wielkim wow, inni myślą, że wyszło git. A kończy się to tak, film ląduje w Łodzi.

Szybka, brzydka fota w oczekiwaniu na windę.

 

W sekretariacie składając portfolio spotykam profesora Jarosława  Kamińskiego – montażystę m.in. filmów takich jak Zimna Wojna, czy Kurier. Mamy króciutką pogawędkę. Dostaje pytanie czy w ogóle jest sens startować. Odpowiadam, że zawsze warto próbować. Bardzo to głębokie XD Jednak z uśmiechem na tę sytuację patrzę. Fajne, miłe.

A co z tego wszystkiego wyjdzie?

Czas pokaże, zawsze warto próbować.

Start the discussion

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *