6# Dokumentalistyka Filmowa: Egzamin bez powodzenia.

O 7:10 otwieram oczy, jestem wyspany. Wstaję. Spanko było spokojne, głucha cisza zmieszana z krótkotrwałymi dźwiękami silników samochodowych. Przyjemnie, choć momentami przytłaczająco. Stres jest niewielki, praktycznie jeszcze nie odczuwalny. Biorę prysznic. Z nosa płynie błękitna czerwień. Jednak stres musiał być większy. Zbyt duże ciśnienie gdzieś się pojawiło, to zapewne musiało też znaleźć swoje ujście – tak sobie to tłumaczę. O 9:30 pojawiam się w szkole – katedra montażu filmowego, pokój 3.18, godzina 9:30. Trwają zapisy potwierdzające przybycie na egzamin.

Korytarz, kolejka. Jedni siedzą, drudzy stoją. Czekamy na złożenie podpisu potwierdzającego przybycie na egzamin.

Wszyscy czekają na korytarzu, jest tłum ludzi i parno. Co poniektórzy się poznają, pada tradycyjne pytanie: który raz zdajecie? Ja milczę, tylko słucham.

Kolejność listy za którą wchodzi się na egzamin.

Pierwszy raz odzywam się dopiero w windzie, do dziewczyny. Pięciosekundowa rozmowa o sali w której mamy i na którym piętrze mamy być – jedziemy na drugie. Tyle. Siadam na krześle, obok gniazdko, do gniazdka podpięty telefon, wokół szare ściany i drzwi do pokoju 2.33. Przyjmie mnie komisja numer dwa. Wejdę ostatni, dziesiąty. Egzaminatorzy to Panowie Marek Król, Zbigniew Kostrzewiński i Pani Sandra Ksepka. Kompletnie nic o nich nie wiem, sprawdziłem stronę filmu polskiego. Będzie słabo.

Widok z drugiego piętra szkoły na czarnego kota, który akurat przechodził jak chciałem się poruszać. Godzina 12:12.

Jak milczałem, tak dalej milczę, minęły przynajmniej 2 godziny, jest po dwunastej. Kilka osób już po rozmowie, podlatuję spytać jak było. Poznaję parę osób. Dziewczyna to Ada, chłopak to Mateusz, przyjechali z Lublina. Był jeszcze kolega z Warszawy i  Katowic, ale nie pamiętam imion. Przepraszam. Bardzo dobrze wszyscy się rozumiemy, mamy wspólne tematy. Podoba mi się.
Kolejni ludzie wchodzą na rozmowę, 30 – 40 minut i jest po. Wszyscy jacyś tacy zmieszani, niektórzy szczęśliwsi, ale z wielkim pytajnikiem nad głową. Parokrotnie egzaminatorzy robią sobie przerwę na jedzenie i odpoczynek.  Jak wychodzą z sal to wsłuchujemy się w ich słowa, może coś ciekawego powiedzą. Jednak nic nie da się usłyszeć, to zapewne ich głupia gra.
Mijają godziny, w brzuchu lekko burczy. Od rana żyję malutkimi 7daysami. Głód doskwiera, idę na szkolną stołówkę. Zjadłem jogurt truskawkowy. Pojadłem.

Zbliża się godzina 16. Ja i Ada mamy tą samą komisję. Zanim wejdziemy do sali to pojawia się w niej czwarty egzaminator. Dziwne, niezrozumiałe, nie myślimy o tym, okej. Będzie co będzie.

Godzina 16:13. Zostało już niewiele osób.

O 17:13 wchodzę. Dzień dobry – dzień dobry. Na początek dostaję uwagę, że z filmem jest coś nie tak bo się przycina. No dziwne, u mnie działało.  Słyszę, że jakoś się udało im go obejrzeć. Choć tyle.
Film dla komisji jest zrozumiały, nie mają pytań. Jednak jeden z nich, ten który doszedł, postanowił zapytać:

Czy nie myślałem o tym, aby film był bez obrazu?

W głowie zonk, o co chodzi, co w tym momencie się wydarzyło? Nie rozumiem, ale dobrze, tłumacze. Próbuje coś wydukać. Udaje się, reszta komisji chce zakończyć tę farsę. Za chwilę pojawi się kolejny pancz od tego samego egzaminatora.

A czy nie myślałem, aby był to film czarno-biały?

Tłumaczę się. Z tego mojego gdakania wychodzi średnie gadanie. Czuję, że poległem, a gra się jeszcze nie skończyła. Pierwsza część tej tragikomedii się kończy. Czas na pytania o filmy obowiązkowe, czy którekolwiek widziałem, co widziałem, co o nich myślę. W tym momencie najlepiej by było uciec, ale to będzie za słabe. Próbuję znów gdakać, wychodzi bardziej jąkanie. Zbyt wiele o filmach i reżyserach nie opowiedziałem, choć próbowałem, choć obejrzałem to głowa się zamknęła, kompletna pustka się w niej pojawiła. Egzamin się kończy, wychodzę.

Widok na drugą część korytarza.

Na korytarzu dzielimy się spostrzeżeniami. Z Adą mamy podobnie, poszło nam dziwnie, raczej dość słabo. Najgorzej chyba z tymi reżyserami. Wychodzimy ze szkoły, trzeba coś zjeść. Ja czuję, że umieram, brzuch boli i się kurczy. Jedziemy na piotrkowską, wymieniamy się kontaktami, szybkie jedzonko, każdy bierze co lubi. Czas się napić, czas ostudzić emocje. Dużo czasu nie mam, dopijam piwo i mknę na pociąg. Łapie mnie krótkie zastanowienie, co teraz?, ale szybciej napiszę i zadzwonię do znajomych i rodziny opowiedzieć jak mi poszło.

Historia nie kończy się szczęśliwie. Nie dostałem się. Do drugiego etapu dostał się tylko Mateusz – miał inną komisję. Czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Nie dowiem się. Nie doszukuję się spisku. Na pewno warto było spróbować, na pewno gorzej jest nie spróbować, niż spróbować. Była to dobra przygoda, ale kończy się w połowie, bo z filmów nie mam zamiaru zrezygnować.

Show comments

Join the discussion

2 replies to “6# Dokumentalistyka Filmowa: Egzamin bez powodzenia.”

  1. PowSzi says:

    Naprawdę fajnie opisane egzaminy, do tego zdjęcia i szczegóły. Podoba mi się

    1. peterov says:Author

      Dzięki 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *